poniedziałek, 14 maja 2018

Cappuccino w roli głównej

Jak każda dziewiarka mam czasem nadwyżki dziergadełek, które to nadwyżki wynikają z braków fotograficznej zaciętości. Początkowo taki stan rzeczy powodował u mnie mocne niezadowolenie a po jakimś czasie zaczął się przeradzać we frustrcję, która znów powodowała pewne zniechęcenie do systematycznych wpisów na blogu. 
Ciekawa jestem czy też tak macie;)
Ale jako praktykujący coach przepracowałam sama ze sobą te stany emocjonalne i wypracowałam nowy ( ale jakże sprawdzony) sposób. Cierpliwość!!!
Z cierpliwością zatem czekam aż moja domorosła modelka znajdzie chwilkę czasu w swoim bardzo zapracowanym życiu a ta chwilka trafi akurat na dobre warunki świetlne:)

Doczekałam się... i ...voilà!  Oto moje Cappuccino !



















































Fason jak zwykle nieskomplikowany ale wiecie, że uwielbiam takie proste formy:)


















































Świetnie sprawdzają się na każdą okazję i jako dodatek do każdego stroju. Do tego bardzo uniwersalny kolor i mamy ciuszek do wszystkiego co aktualnie wisi
w naszej szafie:)



Genialna miękkość alpaki dodaje elegancji i klasy temu kardiganowi.
No i same powiedzcie czy cierpliwość nie popłaciła?

Pozdrawiam dziewiarsko:)

piątek, 27 kwietnia 2018

Moje Malowanki:)

No i wpadłam! Podobnie jak Wiele miłośniczek wełenek:) 
Zakupiłam cudowną mieszankę merino, jedwabiu i kaszmiru do farbowania, zaopatrzyłam się w różne kolory farbek i... rozpoczęłam przygodę z farbowaniem:)

Najpierw starannie przejrzałam różne metody farbowania na wielu blogach, zakasałam rękawy i do pracy!

Mimo wielu obaw efekty końcowe brdzo mi się spodobały:) 

Same zobaczcie oto: 

JEANSOWY w pełnej odsłonie.



Jak widać wełenka dzięki dodatkowi jedwabiu w słońcu ma piękny srebrzysty połysk.


Wspomniałam , że miałam wiele obaw, no bo jak tu podgrzewać prawie do wrzenia tak delikatną przędzę. Jakoś nie bardzo mogłam sobie wyobrazić, że się nie sfilcuje. Tym bardziej, że zalecenia pielęgnacji gotowych dzianin to pranie ręczne w bardzo letniej wodzie.






Kolorem jestem zachwycona, chociaż Ameryki nie odkryję jak napiszę, że fotografie nie oddają do końca prawdziwej barwy kłębuszków.



A w dzianinie jest obłędny! Uwielbiam te nierówności koloru:) I ta cudowna miękkość:)


Kolejnym kolorkiem , który wyszedł spod moich łapek jest 
SOCZYSTA MANDARYNKA




 W rzeczywistości spod mandarynkowego pomarańczu przebijają żółte refleksy. Podobnie jak w JEANSOWYM w dzianienie tworzą się cudowne smugi, gdzie niegdzie mruga do mnie całkiem żółte oczko. 

Jak widać dzianinka już się dzierga. A, że wszysy wiedzą, że zawsze mam na warsztacie kilka robótek jednocześnie - teraz inaczej być nie może. Oczywiście troszkę dłużej czeka się na gotowy wyrób, ale za to, raz na czas są bardzo owocne sweterkowe żniwa:)
Mam nadzieję, że niedługo będę mogła pokazać SOCZYSTĄ MANDARYNKĘ  w całej okazałości:)
I oczywiście dołączy do niej JEANSOWY:)
Następne zaś motki czekają na swoją kolorową kolej:)

Pozdrawiam Dziewiarsko:)

wtorek, 24 kwietnia 2018

W pogoni za marzeniami przystanek II

Wiosna za oknem w pełni :) Seledynowa zieleń i pięknie kwitnące drzewa i krzewy cieszą oko i przepełniają nas radością życia:)
Dziś chciałabym pokazać Wam ogrody niekoniecznie tak kwitnące i zielone jak te za oknem, ale myślę, żę równie urocze.
W pierwaszej części pogoni za marzeniami pokazałam kilka ujęć z podróży do Maroka Dzisiaj chcę zabrać Was do Ogrodów Majorelle w Marrakeszu. To jedno z piękniejszych miejsc w tym mieście.
Z jakże inną roślinnością niż ta, w naszych ogródkach:)


Mam podobne w wersji mini w doniczkach;)

Wszystko jak zauważyliście wysypane żwirkiem, który regularnie jest wyrównywany grabkami przez pracowników.

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie potężne kaktusy i cudowne palmy.

Wystarczyło spojrzeć w niebo i....


Ciekawostką było odkrycie, że pewne zwyczaje "turystów" pozostają jednakowe niezależnie od długości i szerokości geograficznej. W Polsce zmorą są napisy na korze drzew w stylu: " tu byłem" czy też " kocham Ewę", tutaj jest podobnie.
NIestety nie byłam w stanie rozszyfrować znaczenia zapisków a i podłoże ich jakby inne niż u nas.

Biedne kaktusy...


No i jeszcze odrobinkę wody. Cóż to byłyby za ogrody bez oczek wodnych czy niewielkich, szemrzących fontann.


I jeszcze złote rybki dla spełniania życzeń:)




A na koniec dla mnie najbardziej magiczny zakątek ogrodów.
Miejsce Pamięci Yves Saint Laurenta.

To niesamowite uczucie stąpać po ziemi na której rozsypane zostały prochy Legendy mody. 
Tak, to było ukochane miejsce YSL, zakochał się w Marrakeszu tutaj osiadł razem ze swoim partnerem i tutaj właśnie powstawały jego projekty. Zauroczony mocno wówczas zaniedbanymi Ogrodami Majorelle, odkupił je wraz z domem w którym zamieszkał i doprowadził to miejsce do dawnej świetności. 

Dziś, możemy tutaj skryć się przed skwarem i gwarem miasta, przysiąść w kawiarence przy aromatycznej kawie i pooddychać cudownym powietrzem. 

Polecam również odwiedzenie tamtejszego muzeum etnograficznego. Małe lecz bogate w eksponaty. Miesjce inspiracji dla projektantów szczególnie biżuterii:)
Zdjęć niestety nie ma bo obowiązuje tam zakaz fotografowania, który jest bardzo rygorystycznie przestrzegany.

Pozdrawiam dziewiarsko:)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Czerwony Kapturek dla Marzanny

Wiosna kalendarzowa przyszła ale niestety nie może w żaden sposób przepędzić Zimy:) Takie małe deja vu:( W ubiełym roku pamiętam, też się bardzo ociągała i dopiero w maju poświeciłlo troszkę słoneczko. Zastanawiałam się czemu tak się dzieje i pomyślałam, że może dlatego, że coraz rzadziej żegnamy oficjalnie Zimę. Zrobiłam prywatny wywiad i okazało się, że niewiele osbó pamięta  zwyczaj topienia Marzanny - słowiańskiej bogini, która była symbolem zimy i śmierci.
Ja postanowiłam jej nie topić ani nie palić:) Postanowiłam zachęcić ją do dalekiej podróży w inny sposób. Otórz wydziergałam dla niej Czerwony Kapturek aby mogła sobie spokojnie odejść i zostawić nas wreszcie w ramionach Wiosny!!!




No dobrze, a teraz już bardziej poważnie:) Ten czerwony komplet wydziergałam z 6 moteczków Baby Merino Dropsa, podwójną nitką. Dzięki temu jest ciepły a co najważniejsze nie podgryza:) Jest to niewątpliwą zaletą dla wrażliwców, do których zalicza się cała moja rodzina:)







 Ja widać na zdjęciach dzianina jest lejąca i dobrze się układa. Jedyną drobną wadą jest jej rozciągliwość po praniu. Całe szczęście podczas suszenia trochę się zbiega więc w ostateczności otrzymuje się wyrób niewiele większy od tego który pierwotnie się dziergało:)





Jak widać  na załączonych obrazkach w zimowe chłody sprawdza się doskonale a energetyczny kolor udziergu sprawia, że temperatura odczuwalna na zewnątrz jest torchę wyższa niż
w rzeczywistości:)


Jak myślicie, czy taki prezent dla Marzanny zachęciłby ją do poszukiwania Zimy w innych częściach Świata?

Pozdrawiam dziewiarsko:)

sobota, 24 marca 2018

W pogoni za marzeniami - przystanek I


Długo nie zaglądałam do " kłębuszków" z bardzo prostego a jednocześnie mocno skomplikowanego powodu:)
Otóż, zainspirowana podróżami Knitologa oraz zaszczepiona radosną twórczością Marzi podjęłam, dla mnie trudną a jednocześnie pasjonującą podróż (w każdym tego słowa znaczeniu)

We wrześniu wpadłam w wir bardzo ciężkiej pracy, która miałą stanowić podwaliny pod realizację dziecięcych marzeń. Uczestniczyłam w szkoleniach, pisałam projekt, robiłam analizy, tworzyłam biznesplan jednocześnie pracując na etacie. Przez dwa długie miesiące byłam ciągle w niedoczasie
i marzyłam o jednym..... hahaha nie, nie, wcale nie o odpoczynku:) Marzyłam aby Dobry Los podarował mi w prezencie po klika godzin do każdej mojej doby, które mogłabym skrzętnie wykorzystać na dodatkową pracę:)  Może wyda się Wam to głupie czy nieodpowiedzialne, że czterdziestoparoletnie kobieta o ustabilizowanym i wydawałoby się bardzo satysfakcjonującym życiu zawodowym postanowiła spełnić  dziecięce marzenia i radykalnie zmienia swoją profesję, ale cóż podobno bez ryzyka i odrobiny szaleństwa nie ma prawdziwej radości:) Zatem po 22 latach porzuciłam karierę urzędniczą i ruszyłam w nieznane aby dogonić swoje marzenia
J

A tak się zaczęło:

Po wspomnianych miesiącach ogromnego wysiłku początkiem listopada pojechałam w podróż poślubną:) Wprawdzie za mąż wyszłam 25 lat temu ale .....jak widzicie "co się odwlecze to nie uciecze" Tak więc 3-go listopada pierwszy raz w życiu weszłam na pokład samolotu i pierwszy raz w życiu zobaczyłam świat z lotu ptaka:) Nie sądziłam, że kiedykolwiek odważę się na latanie samolotem, a jednak postanowiłam, że się przełamię i będę robiła wszystko to, co chciałam a czego bałam się zrobić do tej pory:)
Wrażenia niesamowite:) Specjalne podziękowania dla Dorotki Knitologa:) Twój patent na bambusowe druty na pokładzie był rewelacyjny:) 

I tak po czterech godzinach lotu znalazłam się w Maroku. Po słotnym i brudnym, polskim listopadzie miłą odmianą było słońce AgadiruJ



Lotnisko w Agadirze

Cudowne miejsce wypoczynku, dla mnie tym cudowniejsze, że spodobało mi się latanie samolotem i dotarło do mnie ile nowych możliwości otworzyło się przede mną :)

Piękna egzotyczna roślinność:

Zielone ogrody są rzadkością w tym kraju. Tutaj, widok na jeden z nich z promenady .


Żywopłot z granatów. Można gozobaczyć przy eleganckich restauracjach i hotelach.


Kwitnące aloesy. Dotąd nie wiedziałam, że aloes kwitnie:) Jak widaćczłowiek rzeczywiście uczy się całe życie.


Szeroka plaża i bezkresny ocean są w stanie ukoić skołatane nerwy a przede wszystkim dać szanse na oderwanie myśli od spraw codziennych.


Widok z leżaczka:)



Promenada o tej porze dnia raczej pustawa, ożywała wieczorami:)



I jeszcze odrobina egzotyki:)

Egzotyki ciąg dalszy:)


Urokliwe zachody słońca w duecie z dobrym drinkiem odprężały w niebywały sposób.





Tak rozpoczął się mój pobyt w Maroku. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co szykuje dla mnie przyszłość...

Pozdrawiam dziewiarsko:)